Tu jest po raz pierwszy.Ale ma swój kąt, podobny do tego, w którym jej siostry mieszkały na corocznych zimowych wakacjach w domu Rodziców.
Jest duża i mam nadzieję,że będzie stała wyprostowana i nie zechce w najmniej odpowiednim momencie zniżyć się do poziomu podłogi.
Ubrałam ją wspomagana siłami – dosłownie- wyższymi – dzięki temu żadna ważna gałązka nie pozostała pusta i samotna bez zabawki.
Lubi tylko czerwono – złote kolory,ale jak da się jej trochę słodyczy, to nieważne jakiego będą koloru wcale nie pozostanie obojętna…
Spadł śnieg i może czasem wychyli zza okno zazdrosna gałąź – tęsknota za prawdziwą ojczyzną i jedynym słusznym domem, do którego z mojej winy przecież już nie wróci.
Ale postaram się dać jej w zamian wiele dobrego…
Na początek – czytam jej mój podarek,może dawno już był czas na Nieznośną lekkość bytu,ale zawsze czasu na coś brak.
To niesamowite jak każdy człowiek ma w sobie pewne wyjątkowe i (prawie)niepowtarzalne sposoby na bycie w danej chwili, które znają nieliczni,a z których nieznaczności pozornej wyrasta wspaniałość.
Teresa nie potrafiła zasnąć nie trzymając kurczowo Tomasza za palec, miała też swoja ciężka walizkę i burczało jej w brzuchu…
Każdy to ma.
A najlepiej czyta się pod choinką…