był dzień szwedzki…:)
choć wyłącznie w kuchni zdarzył się i mimo kilku momentów przerażenia – udał sie przepysznie!
własna kuchnia daje jednak wiele możliwości,więc w szlachetnym ukłonie wobec piątku-leniwego postanowiliśmy nakarmić się.
nie zmienię chyba nigdy zdania,że nie ma lepszych warzyw i owoców,jak te otrzymywane w małych straganach i budkach, w których nie są w ilościach hurtowych.
w dodatku urocza pani zdradziła mi tam sekrety zasmażki ciemnej i zupy z warzyw!
są miejsca w których ludzie czasu nie liczą…nadal!
i mieszały się zapachy, świeżej z kroplami wody po myciu natki z musztarą sarepską, kolendra też nie pozostała dłużna w roztaczaniu swoich uroków aromatycznych, choć sprawiła nam psikus, bo moździerza nie mam i przyszło nam rozłupywać ją na sposoby dziwne wręcz:>
i jaki sos był przepyszny!
wiecie,jak sprawić by nadmiar chilli nie był aż nato nadmiarem?
miód i jego moc…też znalazły sie w miksturze…
i to,co wikingom pomagało przetrwać, piękna żurawina cała.
ale uroku jedzenia köttbullar tak nie zastąpi żaden opis…
{Październik 9, 2007}
kuchnia-tak,ale po szwedzku!
ide cos zjesc
pozdrawiam,
komoro
houk:>
szamot:>
myślałam o Waszej kuchni:)
coś zżarł:>?
nice to read You!!!
kiedy zajrzysz do mojej kuchni?:)
kiedy mnie zaprosisz do Twej kuchni
z pewnoscia sie tam pojawie,
z przyjemnoscia tez sie tam pojawie.
a nasza kuchnia jest w kawalkach, nie przypomina tej z gruszkowa potrawka
dziś sie okaże,czy masz zdolności…wizjonerskie!
ale cisza…
nic nie szepnę , póki rzecz sie nie stanie…
a jak sie stanie,to cuda zobaczysz:>
a teraz Ania do szkoły się idzie zawlec….