Robię krok wstecz.
I chciałabym, chciała bardzo,żeby minął czas “x” i żebym wiedziała,że krok wstecz z perspektywy czasu przekonwertowały zdarzenia w wielki milowy krok.
Ostatecznie mogę myśleć,że to wcale nie jest krok wstecz!
Może to właśnie – moja droga, która przecież nie musi pasować do powszechnie przyjętych schematów?
Ale ja wiem swoje.I wiem,że się cofam.
Na jednej tylko przestrzeni,ale cofam.
Coś pomiędzy rzeczywistością obiektywną a emocjami, które spowalniają.
Niczego w tej materii nie da sie przyśpieszyć.
Nie lubię bardzo gdy tak spokojnie mówię, nigdy-z rzadka tak robię.
Nie lubię tak patrzeć w podłogę…
tak oddychać spokojnie,tak rozciągać w nieskończoność, cokolwiek w ręce mi wpadło przed minutą, kiedy zacisnęłam między palcami, do odwołania.
I powinno być lżej-bo rzeczywistość stała się wreszcie taka,jak chciałam.
Powinno być wyraźniej i mgła strachu powinna się rozpłynąć.
A ja szczerze czuję się tak,jak bym uciekła sprzed ołtarza.
(do ślubu polecam wygodne buty)
i ciekawe,czy to nie lepsze,niż kiedy “zabraknie Ci benzyny na świętokrzyskim”.
w tym metaforycznym sensie.
bo mi zabrakło.

był dzień szwedzki…:)
